sobota, 11 maja 2013

mercedes-benz

No to dla odmiany zrobiło się motoryzacyjnie. I dobrze. Tym razem tekstowo raczej zwięźle: otóż na Ziemi Konińskiej odbył się ogólnopolski zlot Mercedesów W201 i W124. Baza zlotu była bodajże w Mikorzynie, ale jednym z punktów programu był pokaz samochodów na naszych Bulwarach Nadwarciańskich. Trzeba przyznać, że aut pojawiło się naprawdę wiele, aż ciężko było je wszystkie uchwycić. Ogólnie jednak były to Mercedesy wszystkiego rodzaju - poza W201 i W124 było kilka 'beczek', E-klas, A-klasa i silna reprezentacja lokalnych klasyków, która dla mnie stanowiła największą ozdobę zlotu. Oczywiście, nie wolno zapominać o 500E i tym podobnych, ale to raczej gratka dla miłośników modelu - sam wielkim wyjadaczem mercedesowym nie jestem, ale fajnie było popatrzeć, zwłaszcza, że większość aut rzeczywiście była w stanie, którym można się chwalić. No i przede wszystkim naprawdę fajnie, że coś się u nas dzieje. Chciałbym bardzo, by nie była to ostatnia motoryzacyjna impreza w tym miejscu, bo trzeba przyznać, że tu chyba nasz 'ukochany' Konin prezentuje się najlepiej, wręcz zaskakująco dobrze. Trochę zdjęć postrzelałem, jak widać aura iście majówkowa, ale w sumie wypada się pochwalić, że się jeszcze takimi rzeczami interesuję.
























niedziela, 21 kwietnia 2013

bella machina

Podobno marzenia się spełniają. Jakkolwiek kontrowersyjne i różnorako rozumiane jest to stwierdzenie to mogę się z nim zgodzić. Wszystko zależy od tego o czym się marzy. O pokój na świecie może być zbyt trudno. Z drugiej strony wiele rzeczy wcale nie jest dla nas tak nieosiągalnych jak się może wydawać. Byłem na Lazurowym Wybrzeżu, byłem na koncercie Kasabian, a teraz mam swój samochód. Kiedyś to wszystko było dla mnie trochę jak z innej bajki. W dodatku tym samochodem jest Alfa Romeo - czyli auto marki, która wywoływała u mnie emocje od zawsze. I pomimo, że w Top Gear zawsze mówili, że każdy petrolhead musi mieć w życiu przynajmniej jedną Alfę to nie sądziłem, że uda mi się to tak szybko.

No i jest - Alfa Romeo 147. Tak naprawdę moje już trzecie auto w życiu, ale w zasadzie pierwsze na poważnie i nie tymczasowo. Model 2005, choć według VIN wyprodukowany pod koniec 2004 roku, tak więc sam początek serii po liftingu. Napędzany przez silnik diesla: 1.9 JTD w wariancie 115-konnym. Przebiegu aktualnie już ponad 137 tysięcy kilometrów, z czego niemal 136 tysięcy zrobione były przez niejaką panią z Luksemburga, bo tam wcześniej mieszkała moja Alfa. Do suchych danych jeszcze słówko o wyposażeniu - 5 drzwi, czerwona skórzana tapicerka, automatyczna klima, tempomat, radio, elektryka i kilka bajerów. Co tu dużo mówić - to nawet więcej niż potrzeba. Dokładnie czegoś takiego chciałem - auta klasy kompakt z odpowiednią dozą oryginalności, fajnym dizlem i przyzwoitym wyposażeniem. Trafiłem idealnie, bo Alfa Romeo robi samochody, które mają jeszcze jeden bonus - duszę. I to naprawdę czuć.

Nie chcę tutaj pisać jakiś peanów na cześć 147, bo nie oszukujmy się - doświadczenie motoryzacyjne nadal mam dość małe. Najbardziej sensowne wydaje się porównywanie Alfy do Citroena C4, którego mają moi rodzice i często zdarza mi się z niego korzystać. "Cytrynie" niczego nigdy nie mogłem zarzucić - to naprawdę fajne, ładne rodzinne auto, którym jeździ się przyjemnie i bardzo ekonomicznie. Niczego jej nie brakuje. Tyle, że Alfa to tak jakby inny poziom. Finansowo to tak naprawdę podobny pułap i osobiście nie uważam 147 za model ekskluzywny, ale to auto potrafi zrobić wrażenie. Nie można odmówić mu stylu i polotu. Nie chodzi jednak tu o żaden lans, bo najfajniej ma po prostu kierowca. Samochód zrobiony właśnie dla niego. Daje nieograniczoną radość z jazdy. Dla kogoś, kto nigdy nie miał do czynienia z Alfą Romeo te wszystkie opowieści jej miłośników mogą wydawać się przesadzone lub dziwne. Też mogłem być wcześniej sceptyczny, zwłaszcza po długich bezowocnych poszukiwaniach, kiedy to nawet zaczęły mi się udzielać antyalfowe stereotypy, jednak przejażdżka wszystko zmieniła. Prowadzenie tego auta jest inne niż wielu samochodów tej klasy. Jest nisko i sztywno, wręcz na sportowo - czyli po prostu fajnie. Od teraz przejechanie ronda sprawia mi przyjemność, której takie C4 nie miało prawa dać. Oczywiście z drugiej strony taka charakterystyka zawieszenie przynosi braki w komforcie - każdy przejazd przez dziurawe konińskie ulice potrafi wprowadzić mnie w depresję. Na szczęście fotele są na tyle wygodne, że żadna trasa nie jest męcząca. Jeśli chodzi o codzienne użytkowanie to na razie nie mam się do czego przyczepić. Świetny jest też silnik. Jednostka znana i lubiana, spotkać ją można w wielu Fiatach. Z Alfą radzi sobie naprawdę wybornie. Moc nie jest porażająca, ale dla mnie wystarczy aż nadto. W rzeczywistości prędkości może brakować tylko w sytuacjach, które w życiu codziennym raczej się nie zdarzają lub nie powinny się zdarzać. Dobre osiągi idą także w parze z wysoką kulturą pracy. W trasę Alfa jest dużo lepsza od C4 nie tylko pod względem dynamiki, ale też choćby hałasu w środku. No i spalanie nie jest tragiczne - w trasie to 5,5-6l/100, w mieście życzyłbym sobie trochę mniej, ale średnio wychodzi około 7,5l/100 km. Oczywiście wszystko zależności od ciężaru prawej stopy kierowcy.

Eksploatacyjnie na razie ciężko mi się wypowiadać - przez miesiąc jeszcze mi się nic nie zepsuło i naiwnie myślę, że tak pozostanie jeszcze przez pewien czas. W planach mam przede wszystkim dbać o ten samochód. Wychodzę bowiem z założenia, że jeśli się auto otacza odpowiednią opieką, to nieważne ile chodzi stereotypów i jak wyglądają rankingi niezawodności, ale auto psuć się nie powinno. Mam nadzieję, że Alfa będzie robić to do czego jest stworzona przy okazji dając mi tyle radości ile daje teraz. Póki co polecam każdemu, o ile oczywiście nie trafi się na minę. Wydaje mi się, że ja wybrałem całkiem udanie. Na zużycie bynajmniej nie mogę narzekać, nawet skóra trafiła mi się zupełnie niezniszczona. Pojeździmy, zobaczymy.


Załączam zdjęcia z mojej minisesji, którą w końcu udało mi się ogarnąć. I nawet trafiłem w bardzo urodziwe miejsce, ledwie półtora kilometra od mojego domu.